Reklama

Witamina D – suplementować czy nie?

banerek-ageless-witaminy

Wraz z nadejściem jesieni zapotrzebowanie na witaminy i minerały wzrasta. Choć suplementacja jest znacznie gorszym rozwiązaniem niż dostarczanie potrzebnych składników odżywczych z pożywieniem, to istnieje pewna tajemnicza witamina – witamina D – z której niedoborami boryka się około miliarda ludzi na całym świecie i którą warto uzupełniać sztucznie. O konsekwencjach niedostatku witaminy D w organizmie i sposobach zapobiegania im rozmawialiśmy z lekarzem medycyny żywieniowej, dr. Jackiem Rączewskim z CM VIMED. 

Dlaczego witamina D jest tak ważna dla naszego zdrowia?

Dr Jacek Rączewski: Niedobór witaminy D jest powszechnym problemem, tak w Polsce, jak i w innych krajach Europy Środkowej. Nawet 70% populacji ma niewystarczające stężenie tej witaminy w organizmie, co – jak wskazują najnowsze badania – jest czynnikiem ryzyka  nowotworów, chorób układu sercowo-naczyniowych, nadciśnienia tętniczego, obu typów cukrzycy, schorzeń autoimmunologicznych, metabolicznych, infekcji, otępienia i chorób psychicznych. 

Czy zatem powinniśmy tę witaminę suplementować?

Dr Jacek Rączewski: Eksperci jednoznacznie zalecają suplementację witaminy D od pierwszych dni życia aż do późnej starości. W naszej strefie geograficznej w okresie od września do kwietnia tak dzieci, młodzież, jak i dorośli powinni suplementować witaminę D. Taka suplementacja powinna mieć miejsce także w miesiącach letnich, jeżeli nie jest zapewniona odpowiednia ekspozycja na światło słoneczne. Całoroczna suplementacja dotyczy również osób po 65. roku życia. Zalecana dawka to 600-1000 IU/dobę u dzieci i młodzieży od 1. do 18. roku życia – zależnie od masy ciała. Osobom dorosłym i seniorom zaleca się dawkę 800-2000 IU/dobę – zależnie od masy ciała. U noworodków i niemowląt do 6. miesiąca życia dawka wynosi 400 IU/d, a od 6 do 12 miesiąca 400-600, niezależnie od sposobu karmienia. Dla specjalnych grup osób, np. kobiet w ciąży, otyłych dzieci, młodzieży i dorosłych, a także ciemnoskórych lub pracujących na nocnych zmianach, zalecane dawki w suplementacji tej witaminy są wyższe i należy skonsultować je z lekarzem. Warto podkreślić, że w przypadku istotnych deficytów witaminy D stosuje się dawki lecznicze, często znacznie większe od tych zalecanych w profilaktyce i przedstawionych powyżej.

W społeczeństwie istnieje przekonanie o toksyczności witaminy D w „dużych dawkach”. Czy rzeczywiście jest się czego bać?

Dr Jacek Rączewski: Rzeczywiście, literatura medyczna w kilku badaniach opisuje takie przypadki przedawkowania, lecz dotyczą one sytuacji, kiedy dawki stosowanej witaminy D znacznie przekraczały normę (kilkaset tysięcy, kilka milionów j.m.) i zazwyczaj była ona podawana domięśniowo. Jednak przy stosowaniu zalecanych dawek nie odnotowano istotnego zagrożenia działaniami ubocznymi, a coraz więcej doniesień naukowych potwierdza korzyści z suplementacji wzrost odporności organizmu i zmniejszenie ryzyka wystąpienia wymienionych na początku chorób.

A co z dawkowaniem naturalnym? Czy w słoneczne dni możemy przedawkować witaminę D?

Dr Jacek Rączewski: Witamina D pozyskiwana z naturalnych źródeł nie jest toksyczna. Niemożliwe jest przedawkowanie jej na skutek nadmiernej ekspozycji na słońce. Mechanizmy naszego organizmu radzą sobie doskonale z regulacją jej stężenia w tym przypadku. W naszej skórze znajduje się właściwy dla niej rodzaj cholesterolu, 7-dehydrocholesterol (7DHC), który pod wpływem słońca zamienia się w prowitaminę D3, ta zaś pod wpływem ciepła zostaje dopiero przekształcona w dobrze nam znaną witaminę D3. Uwaga! Wówczas wytwarzana jest ona wyłącznie na pokrycie bieżącego zapotrzebowania. Przy dalszej kontynuacji opalania organizm wstrzymuje syntezę witaminy D3, gdy okazuje się już zbędna. Wówczas nieaktywna witamina zamienia się w dwie nieaktywne biologicznie substancje: lumisterol i tachysterol. Ich przemiana jest odwracalna, gdy organizm potrzebuje witaminy D3. Luminsterol zamienia się w prowitaminę i pod wpływem ciepła zostaje ona aktywowana do witaminy D3. Dlatego też nigdy nie dojdzie do zatrucia organizmu nadmierną dawką witaminy D3 pochodzącą z promieni słonecznych. Warto wiedzieć, że stosunek poboru witaminy D ze słońca i diety wynosi 90/10!

Nie powinniśmy więc maniakalnie unikać słońca ?

 Dr Jacek Rączewski: Nie, gdyż niedobory witaminy D przyczyniają się do powstania szeregu chorób, takich jak nadciśnienie tętnicze oraz nowotwory, i wstępują znacznie częściej niż schorzenia wynikające z nadmiaru słońca. Można rozchorować się zarówno od niedoboru, jak i od nadmiaru tej witaminy. Warto też wspomnieć o ostatnich badaniach, które wykazują, że receptory dla witaminy D znajdują się w komórkach całego ciała, nie tylko skóry, dlatego zapotrzebowanie na nią okazuje się większe niż dotychczas myślano. Co za tym idzie, może ona mieć znacznie większe znaczenie dla zapobiegania chorobom cywilizacyjnym u ludzi. Wiemy, że reguluje wiele bardzo ważnych procesów w ciele człowieka, ma wpływ na ponad 200 genów, dlatego coraz częściej postrzegana jest przez lekarzy i naukowców jako witamina-hormon.

A zatem bez słońca nie ma zdrowia?

Dr Jacek Rączewski: Nie ma zdrowia bez korzystania z wszelkich dobrodziejstw natury. Temat wody jest medialnie głośny i zalecenia dotyczące jej picia (choć większość ludzi nie rozróżnia wody źródlanej od mineralnej) są wszechobecne. Następnie mamy świeże powietrze, dzięki któremu dotleniamy tkanki naszego organizmu, co uważa się za czynnik sprzyjający zdrowiu. Temat słońca jest wciąż naukowym tabu, ze względu na zanieczyszczenie powietrza, które sprzyja powiększaniu się dziury ozonowej, tym samym zwiększając natężenie promieni UV, które w za wysokiej dawce mogą być szkodliwe. Bądźmy jednak racjonalni w naszych wyborach i żyjmy, dozując wszystko z umiarem. Unikanie promieni słonecznych i ciągłe smarowanie się filtrami podczas ekspozycji nie jest dobre. Otwórzmy się zatem na słońce!

 

Jacek RączewskiDr Jacek Rączewski

Dyrektor medyczny CM VIMED.
Konsultacje lekarskie u dzieci i dorosłych.

Absolwent Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie i Akademii Medycznej im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy. Swoje umiejętności i doświadczenie medyczne rozwijał pracując jako lekarz anestezjolog na Oddziale Intensywnej Terapii i Anestezjologii. Przez kilka lat zajmował się także problematyką medycyny paliatywnej. Doświadczenie managerskie zdobywał w kilku globalnych firmach farmaceutycznych.

 

 

Komentarze