Reklama

Przekroczyli sześćdziesiątkę i odkrywają w sobie drugą młodość! Kim są?

aleksander_doba_dlugowieczność

Czy emerytura musi oznaczać nudę, kapcie, telewizor i spacery po parku? Czy przekroczenie bariery 60 lat oznacza, że czasy świetności dawno minęły, że młodość przeminęła jak sen i że na dbanie o siebie jest już za późno? Absolutnie nie. Jednak większość ludzi, wychodząc z takiego błędnego założenia, swoją aktywność ograniczają do obowiązków zawodowych, a po pracy do siedzenia przed telewizorem. Niestety, to sprzyja wielu chorobom, poczynając od apatii, zniechęcenia i poczucia stagnacji, na poważnych schorzeniach układu krwionośnego kończąc. Jednak jest grupa ludzi, z których wszyscy, zwłaszcza w średniej grupie wiekowej, powinni brać przykład. To ci, którym nie straszna aktywność fizyczna, mimo że mają za sobą co najmniej sześć dziesięcioleci życia. Oto wybrani z nich.

Pierwszym przykładem, i to z naszego polskiego podwórka, jest pan Stanisław Kowalski. Ten 104-latek mieszkający w Świdnicy niedawno pobił rekord Europy na 100 metrów w kategorii…stulatków. Pan Stanisław zdecydowanie nie wygląda na swoje lata, nie chodzi do lekarzy, ale za to codziennie spaceruje i przebiega kilka kilometrów. I, jak zapowiada, nie zamierza przestać zaskakiwać jeszcze przez…11 lat.

Zaskakiwać nie zamierza przestawać także inny nasz rodak, Aleksander Doba. Podobnie jak Stanisław Kowalski, cieszy się wyśmienitą formą mimo 67 lat na karku. Czy to oznacza, że postanowił, jak większość ludzi w tym wieku, zaniechać aktywności fizycznej? Bynajmniej! Pierwszy rzut oka na tego niepozornego, starszego pana, przywołuje nam obraz dobrego dziadka opowiadającego historie przy kominku albo emerytowanego bosmana. Panu Aleksandrowi bliżej jednak ku temu drugiemu wizerunkowi – samotnie przepłynął Atlantyk z Lizbony do Florydy…kajakiem.

Być może Aleksander Doba zawita kiedyś kajakiem do Japonii, krainy długowieczności, gdzie żyje inny godny podziwu nader sprawny „emeryt”, Yuichiro Miura. Pochodzący z Japonii 81-latek to najstarszy na świecie człowiek, który postawił nogę na szczycie Mount Everest. Dokonał tego w zeszłym roku, gdy miał 80 lat. I bynajmniej nie był to jego pierwszy raz! Wcześniej wspinał się tam jako 70- i 75-latek, za każdym razem bijąc swój własny rekord w kategorii najstarszego człowieka na szczycie Mount Everest. Codziennie, jak mówi, robi sobie godzinny lub dwugodzinny spacer po Tokio. I dodaje, że od kiedy jest na emeryturze, więcej czasu może poświęcić treningom. To zdanie najlepiej zwalcza stereotyp, że emerytura to czas krzyżówek i domatorstwa.

Przykłady można mnożyć. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że nie każdy po przekroczeniu 60. roku życia jest równie sprawny fizycznie jak opisani powyżej bohaterowie. Nie da się jednak ukryć, że głównym powodem, dla którego większość z nas nie wyobraża sobie jakiejkolwiek aktywności fizycznej na emeryturze, jest przyzwyczajenie się do siedzącego trybu życia, brak motywacji, wygodne życie. Warto jednak zastanowić się już teraz, jakie konsekwencje braku zainteresowania naszym organizmem odczujemy, gdy przekroczymy barierę 60 lat. Czy nie lepiej na emeryturze byłoby komfortowo móc chodzić po górach niż tylko patrzeć w telewizor i uskarżać się na bolące stawy? To, czy zadbacie o swoje ciało w porę i będziecie mogli cieszyć się taką formą jak Stanisław Kowalski, Aleksander Doba czy Yuichiro Miura, zależy tylko od Was.

Komentarze